Wiosna, “ciepłe kraje” i Arco

Czekamy na wiosnę. Ta kalendarzowa już wprawdzie nadeszła, ale wystarczy wyjrzeć przez okno i skonsultować termometr, by stwierdzić, że coś ją inaczej wspominamy. W marcu wyciągnąłem z worka sprzęt, wyklarowałlem linę i czekam... Może następny weekend przyniesie poprawę pogody i wreszcie będziemy mogli ruszyć w teren, powtórzyć zeszłoroczne trasy w piaskowcach w Nideggen lub zmierzyć się z paroma ścianami w wapiennym Gerolstein. Nie ma tam tego wiele, ale lepsze to niż ciągle tylko panel na przetłoczonej hali wspinaczkowej, z obleganymi linami, krzykiem podekscytowanych sportowców-wspinaczy w chustach na głowie i poszukiwaniem dróg w kolorowym labiryncie chwytów. Trening to niezły, ale wspinaczka żadna.

Kiedy w ogóle ostatni raz czułem skałę pod palcami? Dawno temu. Ironia sprawia, że byłlo to w styczniu. Wróciłlem wtedy z Tatr, przepędzony Halnym, odwilżą i smętną atmosferą opustoszałego schroniska w Moku. Wracam i oczom się wierzyć nie chce: słońce, błękitne niebo, wiosna (?). Ledwo udało mi się namówić Roberta na wyrypę w Gerolstein. Nie dziwię mu się: styczeńn nie jest typowym miesiącem na skałki, ale po dotknięeciu rozgrzanej słońcem południowej ściany Gerolsteińskiego Dolomitu nie miał i on żadnych wątpliwości co do słuszności naszej decyzji: pogoda sprzyjała, zapalenie na łojenie było duże i wszystkie trasy należałly do nas, ... “no bo w styczniu w skałkach się nikt nie wspina”.

Wspomnienia. Minęły już cztery miesiące i nic: deszcz.

1 maja wprawdzie tu, w Niemczech, to nie taki długi weekend jak w Polsce, ale przynajmniej jeden dodatkowy dzień, pozwalający na jakiś większy wypad. Z Robertem postanawiamy wziąć dodatkowe dwa dni wolnego i wyrwać gdzieś w plener. W naszych myślach pojawiają się trzy wysmukłe sylwetki charakterystycznych skał Dolomitów: Tre Cime de Lavaredo. Wielka Cima z łatwym przejściem południową ścianą, zachodnia ściana Małej Cimy... była by zabawa.

Była by... gdyby tydzień wcześniej w Alpach nie nasypało śniegu. Zaglądamy w internet, sprawdzamy prognozę pogody dla Dolomitów i odczytujemy: śnieg od 2000 m. Patrzę na webcam i moje obawy się niestety sprawdzają: szare płachty śniegu sięgają w doliny, a wierzchołki gór pokryte jednolitą białą szatą. Tak właśnie było rok temu na począatku kwietnia...

Zastanawiamy się co robić. Czekanie na pogodę nie wchodzi w rachubę, bo mamy go już po dziurki w nosie. Dolomity w śniegu, więc wspinaczka nie na nasze umiejętności. Plecaki już spakowane: polar, goretex, ochraniacze ... właściwie bezsensownie to zabierać; Robert nawet nie ma raków, a poza tym chcemy się wspinać, a nie zdobywać jakieś trudne, oblodzone kuluary A może by tak trochę bardziej na południe? Weźmiemy jeszcze jeden dodatkowy dzień i ruszymy gdzieś do “ciepłych krajów”... Rozkładamy mapę Europy, nasze palce wędrują gdzieś po północnym wybrzeżu Morza Śródziemnego: za daleko. Po południowych stokach Alp francuskich: za wysoko. No cóż, “ciepłe kraje” są w tym roku nadzwyczaj daleko.

“Słuchaj, a może by tak jechać do Arco?” - pyta ni stąd ni zowąd Robert.

dalej...

Dariusz T. Oczkowicz